Wydaję mi się, ze najczęstszymi problemami XXI wieku są pieniądze i zdrowie. A co jeśli to się skumuluje? Gdy dwie z ważniejszych osób + Ty sam zaczynasz odczuwać tego skutki? Przychodzi chwilowe zwątpienie w dobro. Po czym dochodzisz do wniosku, że siedzenie na dupie i użalanie się nic nie da, że lepiej spróbować coś zdziałać. O ile ze zdrowiem czasem ciężko cokolwiek zrobić, o tyle z finansami może pójść łatwiej. Najtrudniej w tym wszystkim chyba jest przygotować swój umysł na możliwe odejście bliskiej i niesamowitej osoby. Wtedy tak bardzo chce się być blisko z tym człowiekiem i z innymi ludźmi, ponieważ uświadamiamy sobie, jak kruche i nietrwałe jest życie, jak bardzo ulotne są chwile. Bezsilność, przerażenie, smutek, przygnębienie-dosyć znane uczucia w takim momencie. I do tego dochodzi myśl: jak ja do cholery jasnej mam sobie z tym poradzić?!
No... Dobre pytanie... Swego czasu pomagało mi bardzo prasowanie-potrafiłam stać przy desce po 3-4 godziny i prasować wszyściutko, idealnie. Był też czas, że w takich chwilach po prostu sprzątałam. Zdarzało się śpiewanie, krzyczenie, zatracanie się w pracy, nauce, książkach, pisaniu... Mogłabym tak wymieniać bez końca. Do tego ostatnio jeszcze doszedł wysiłek fizyczny. Prócz czasu na przemyślenia zyskujemy też coś dla ciała. Człowiek po takim wysiłku pomimo zmęczenia i uczucia brudu i nieświeżości, czuje się lepiej.
Summa summarum: każde zajęcie jest dobre. Tylko bezczynne siedzenie powoduje umartwianie się, które jest tak bardzo bezsensowne i niezdrowe pod każdym względem. Polecam ruch, zajęcie, robienie czegokolwiek-byle sensownego.
Summa summarum: każde zajęcie jest dobre. Tylko bezczynne siedzenie powoduje umartwianie się, które jest tak bardzo bezsensowne i niezdrowe pod każdym względem. Polecam ruch, zajęcie, robienie czegokolwiek-byle sensownego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz